m/s "Mikołaj Rej"
                    WSPOMNIENIA  o m/s "Mikołaj Rej" ZNALEZIONE W INTERNECIE

                           Andrzej Perepeczko (absolwent PSM 1950 r.)

       O statku m/s "Mikołaj Rej" można byłoby dużo powiedzieć, ale nikt nie odważyłby się nazwać go nowoczesnym
albo szybkim. Zbudowany w 1920 roku pływał już 31 lat, gdy zamustrowałem na niego w 1951 roku jako
motorzysta, co było niewielkim awansem w stosunku do palacza na węgiel. Mustrując sądziłem, że będę miał tam
znacznie lżejszą pracę w porównaniu do fizycznej mordęgi w kotłowni, ale szybko zorientowałem się w swojej
pomyłce.

       
Statek  posiadał dwa staroświeckie silniki spalinowe napędzające dwie śruby. Każdy z silników duńskiej
firmy
Burmeister & Wain, zbudowany równie dawno jak sam statek, miał po sześć cylindrów, czyli razem było tych
cylindrów aż dwanaście, a całkowita moc - i to tyko na papierku - wynosiła aż ... 3000 koni mechanicznych. Dla
porównania, dziś otrzymuje się większą moc z jednego cylindra silnika okrętowego. Silniki te chłodzone były wodą
morską, a odlot z chłodzenia szedł w zęzy, skąd za burtę wyrzucała ją tłokowa pompa zęzowa, zwana popularnie
"kaczką". Co prawda, były w maszynowni dwie takie pompy, ale stan ich był bardzo odległy od zadowalającego. Tak
więc gdyby obie nawaliły - co nie było znów tak bardzo niemożliwe - trzeba by było zastopować oba silniki, bo
inaczej zatopilibyśmy maszynownię, a tym samym i statek, w jakimś samobójczym działaniu. Inne mechanizmy
zarówno w maszynowni, jak i na pokładzie, nie były w lepszym stanie i nikt specjalnie się nie zdziwił, kiedy razu
pewnego, przy rzuceniu kotwicy do wody, za "żelazkiem" nieomal nie poleciała i winda, którą wyrwało z
fundamentów.
       
       
A bliżej osobistego podwórka; przeciętnie raz na półtorej doby trzeba było stopować jeden z silników z
powodu co prawda drobnej, ale uciążliwej awarii, którą trzeba było usuwać w tropikalnej temperaturze
maszynowni. Jeżeli dodamy do tego 148 (słownie: sto czterdzieści osiem!) punktów, które trzeba było co godzinę
przesmarować (ręcznie!) zwyczajną, prymitywną olejarką oraz fakt, że w kabinach panował całą dobę upał i
spaliśmy głównie na otwartym pokładzie (stąd zapewne wieloletni reumatyzm!), to mamy obraz idylli na statku
spalinowym "Mikołaj Rej".

                                          Jean Paul Palesky

... m/s "Mikołaj Rej" - armator: Polskie Linie Oceaniczne z siedzibą w Gdyni. W lutym 1979 roku zamiast na
wymagany remont - posłali go w kolejny w rejs. Na tzw. Daleki Wschód. W Bangkoku skorodowane, z gruntu
przerdzewiałe oprzyrządowanie agregatu spowodowało pęknięcie przewodu zasilającego ... Paliwo (mazut) rozlało
się na rozgrzanej głowicy agregatu - pożar ... wybuch gaśnicy (która zamiast gasić -wybuchła). A potem ...
No właśnie. Jeszcze wtedy byłem zbyt głupi. Dzisiaj, za śmierć ojca - posłałbym PLO na dno. Zresztą - obecnie ta
firma - już tam jest. Szkoda, że tak późno ...
odwiedź Katalog OKRĘTY PODWODNE
                                        M/s " Mikołaj Rej" na pocztówce z połowy lat 1950  
                       Pocztówka wydana przez PPW Wydawnictwa Morskie Gdańsk. Fot. K. Komorowski. Zbiory autora.